Dodatki „E” w polskiej żywności bez właściwej kontroli

Produkty spożywcze nafaszerowane są np. konserwantami, przeciwutleniaczami, emulgatorami, czy wzmacniaczami smaku. Przeciętny konsument spożywa w ciągu roku ponad dwa kilogramy dodatków do żywności oznaczonych „E” – stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli.

Kobieta na zakupach w markecie
  • Tomasz Wolf
  • /
  • 07 styczeń 2019
  • NIK alarmuje, że system nadzoru nad stosowaniem dodatków nie gwarantuje pełnego bezpieczeństwa żywności.
  • Konsumenci nie mają możliwości dotarcia do informacji o ilości substancji dodatkowych w produktach.
  • Po stwierdzeniu złej jakości produktów spożywczych, konsument ma prawo reklamacji u sprzedawcy, ale musi przestrzegać określonych terminów zgłaszania zastrzeżeń.

NIK alarmuje, że inspekcje sanitarne nie badają każdorazowo wszystkich dodatków, jakie zawierają konsumowane przez nas produkty. Nie weryfikują dokładnie, czy to, co napisane jest na opakowaniu, zgadza się z tym, co znajduje się w środku.  Dodatkowo sprawdza się jedynie limity danego „E” w produkcie, nie biorąc pod uwagę jego kumulacji w codziennej diecie i jak to może wpływać na zdrowie.  Z badania NIK wynika, że w jednym dniu można przyswoić nawet 85 różnych dodatków „E”.

W Polsce, podobnie jak w innych krajach rozwiniętych, ok. 70 proc. diety przeciętnego konsumenta stanowi żywność przetworzona w warunkach przemysłowych, zawierająca substancje dodatkowe. Obecnie dopuszczonych do stosowania w żywności jest ponad 330 dodatków, które w produktach spożywczych mogą pełnić 27 różnych funkcji technologicznych. Są to m.in. konserwanty, barwniki, wzmacniacze smaku, przeciwutleniacze, emulgatory, czy stabilizatory. Na stosowanie substancji dodatkowych na tak dużą skalę pozwala obecnie obowiązujące prawo polskie i Unii Europejskiej.

Jak informuje NIK, niektóre kraje zaczęły dbać o bezpieczeństwo konsumentów w tym zakresie.  Dania ogranicza używanie dodatków w produktach spożywczych. Państwo to wprowadziło bardziej restrykcyjne przepisy krajowe od tych obowiązujących w UE. Wobec wielu rodzajów produktów mięsnych dopuszczalny poziom azotynów wynosi w Danii 60 mg/kg (w Polsce 100 mg/kg). W przypadku zaś tradycyjnych duńskich pulpetów i pasztetu dodawanie tych substancji jest całkowicie zabronione. Dania korzysta z tej szczególnej regulacji m.in. dlatego, że jest w stanie dostarczać solidnych i weryfikowalnych danych dotyczących spożycia substancji dodatkowych.

W Polsce brakuje zindywidualizowanego podejścia do problematyki dodatków do żywności w porównaniu ze standardową regulacją unijną, jak stało się to np. w Danii. Aby mieć możliwość wpłynięcia na ograniczenie stosowania substancji dodatkowych, najpierw trzeba rozpocząć monitorowanie ich spożycia.

Do tej pory nikt w naszym kraju nie zajmował się łączną ilością dodatków spożywanych przez przeciętnego konsumenta. NIK zleciła kontrolę oznakowania produktów spożywczych - przeanalizowano 501 powszechnie dostępnych wyrobów. Jedynie w 54 produktach (11 proc.) nie było substancji dodatkowych w składzie zaprezentowanym na etykietach. W pozostałych 447 artykułach producenci zadeklarowali użycie 132 substancji dodatkowych ponad 2 tys. razy. Statystycznie więc na każdy produkt przypadało pięć dodatków do żywności. W przypadku niektórych produktów liczba dodatków w jednym artykule spożywczym była znacznie wyższa. Przykładowo sałatka warzywna ze śledziem i groszkiem zawierała ich 12. Rekordową liczbę substancji dodatkowych zastosowano w kiełbasie śląskiej - 19. Instytut Żywności i Żywienia stwierdził przekroczenie norm spożycia konkretnych substancji dodatkowych nawet o 500%!

W oparciu o dane ze zleconych przez NIK badań, zaprojektowano hipotetyczną, ale prawdopodobną dietę na jeden dzień, składającą się z pięciu posiłków. W efekcie ustalono, że w przygotowanych z tych produktów daniach konsument spożyłby w ciągu jednego dnia 85 różnych substancji dodatkowych. Izba zauważa, że w menu zaplanowano, iż zupę i drugie danie konsument przygotowuje samodzielnie w domu. Gdyby skorzystał z kupionych w sklepie gotowych potraw, dodatków spożytych w ciągu dnia mogłoby być znacznie więcej.

Niewiele jest produktów, do których nie wolno stosować dodatków. Są to m.in. żywność nieprzetworzona, miód, masło, mleko pasteryzowane i sterylizowane, naturalna woda mineralna, kawa, herbata liściasta.

NIK stwierdza, że żadna z instytucji realizujących zadania z zakresu zdrowia publicznego oraz odpowiedzialnych za politykę żywieniową nie publikuje danych na temat wielkości akceptowanego dziennego spożycia dla każdego dodatku. W ten sposób konsumenci nie mają możliwości dotarcia do takich informacji.

NIK zwraca się do Prezesa Rady Ministrów, Ministerstwa Zdrowia oraz Głównego Inspektora Sanitarnego m.in. o:

  • stworzenie warunków do przeprowadzenia rzetelnego monitoringu spożycia substancji dodatkowych,
  • kreowanie polityki świadomej konsumpcji w ramach działań edukacyjno-informacyjnych,
  • rzetelnego informowanie ogółu społeczeństwa o korzyściach oraz zdiagnozowanych zagrożeniach w zakresie substancji dodatkowych.

Eksperci podkreślają, że wszystkie wiadomości dotyczące produktów żywnościowych przeznaczone są dla konsumentów i warto z nich świadomie korzystać. Należy jednak pamiętać, że nie wszystkie informacje są tak samo istotne. Część z nich może służyć do ukrycia niektórych informacji o produkcie i stworzenie np. wrażenia, iż należy on do grupy o lepszej jakości.

Na każdym opakowanym środku spożywczym powinno znaleźć się co najmniej sześć informacji:

1) Nazwa.

Powinna przede wszystkim odpowiadać jego składowi, a więc to, co zostało ujawnione w nazwie, powinno znaleźć się w opakowaniu. Niektóre nazwy zarezerwowane są wyłącznie dla produktów szczegółowo zdefiniowanych w prawie żywnościowym, np. masło, które może być wyprodukowane wyłącznie z tłuszczu mlecznego.

Nazwa środka spożywczego nie może być zastąpiona przez znak towarowy, markę lub wymyśloną nazwę handlową.

2) Wykaz składników.

Dostarcza nie tylko informacji o surowcach użytych do produkcji. Informuje również, którego składnika użyto więcej od innych, ponieważ wymienia się je w porządku malejącym według masy.

Należy zwracać na to uwagę, ponieważ dzięki temu zauważymy istotne różnice jakościowe między produktami, nawet noszącymi tę samą nazwę, np. zawartość mięsa w parówkach może wynosić od 20 do 90 proc.

3) Termin przydatności do spożycia (np. „należy spożyć do …”) i Data minimalnej trwałości (np. „najlepiej spożyć przed …”).

Termin przydatności do spożycia żywności jest to termin, po upływie którego środek spożywczy traci swoją przydatność. Podawany jest w przypadku środków nietrwałych mikrobiologicznie, łatwo psujących się. Najczęściej spotkać go można na przetworach mięsnych, czy nabiale.

Data minimalnej trwałości, którą znajdziemy przykładowo na mleku, majonezach, żywności w puszkach, bakaliach czy mrożonkach, wskazuje, do kiedy prawidłowo przechowywany środek spożywczy zachowuje swoje właściwości.

4) Oznaczenie producenta lub innego podmiotu wprowadzającego produkt do obrotu.

5) Oznaczenie partii produkcyjnej.

6) Informacja o zawartości netto.

Po stwierdzeniu złej jakości produktów spożywczych, konsument ma prawo reklamacji, ale musi przestrzegać określonych terminów zgłaszania swoich zastrzeżeń:

  • trzy dni od otwarcia opakowania produktu opatrzonego terminem przydatności do spożycia lub datą minimalnej trwałości,
  • trzy dni od dnia sprzedaży w przypadku towaru sprzedawanego luzem.

W sytuacji kłopotów z uznaniem reklamacji konsument może zwrócić się o pomoc do:

  • Inspekcji Handlowej, której inspektoraty działają w każdym mieście wojewódzkim,
  • miejskiego lub powiatowego rzecznika konsumentów,
  • organizacji konsumenckich.

>>> CZYTAJ TEŻ:  Konsumencie, zwracaj uwagę na produkty chronione w polskich marketach!

Czy ten artykuł był przydatny?

Newsletter dla konsumenta

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślemy Ci powiadomienie o najważniejszych tematach konsumenckich. Dla subskrybentów newslettera przygotowujemy specjalne wydarzenia np. webinaria. Nie pożałujesz!

Komentarze