Nie tylko Niemiec płakał jak sprzedawał, czyli triki sprzedawców używanych samochodów - na co uważać

Wymieniona kierownica, intensywny zapach, nowiutkie stalowe felgi – to tylko niektóre z trików sprzedawców używanych samochodów. Każdy, jak zaraz się okaże, zastosowany z innego powodu. Zakup używanego samochodu to szczególny moment, kiedy rozum powinien być silniejszy niż serce i… pierwsze wrażenie. Emocje lepiej odłożyć na bok.

Nie tylko Niemiec płakał jak sprzedawał, czyli triki sprzedawców używanych samochodów - na co uważać
  • Mikołaj Frączak
  • /
  • 21 lipca 2019

Jak świadomie kupować samochody z drugiej ręki?

Trudno zliczyć memy i dowcipy o sprzedawcach samochodów, którzy zachwalając świeżo sprowadzonego volkswagena opowiadali historię o starszym panu, który jeździł nim tylko do kościoła, lub Niemcu, któremu tak trudno było rozstać się z autem, że płakał jak go sprzedawał. Żarty żartami, ale paleta pomysłowości sprzedawców używanych aut jest nadal bardzo szeroka. Najczęściej klienci sami wpadają w pułapkę własnego zamiłowania do okazji. Odpowiednio zbudowana historia wokół samochodu i jego nadzwyczaj wyjątkowy stan skłaniają nas do wrażenia, że oto natrafiliśmy na najlepszy możliwy egzemplarz. Dlatego pierwsza generalna rada dotyczy odrzucenia emocji i racjonalnego spojrzenia na samochód, na który wydajemy często wielokrotność miesięcznego wynagrodzenia.

Sprawdź także:

Kierowco, przekroczyłeś 24 punkty - oto co możesz zrobić?

Zakup używanego samochodu. Jak złożyć reklamację?

„Wpłaćcie chociaż zaliczkę – do jutra na pewno ktoś kupi!”

Trik stary jak świat – zbudowanie wrażenia, że samochód, który właśnie oglądamy jest przedmiotem pożądania dziesiątek, a może i setek polujących na wymarzone cztery koła. Zdanie „jutro już będzie sprzedany” lub „bierze pan czy nie, bo i tak go sprzedam szybko” to typowa zagrywka odbierająca czas na dokładne przemyślenie zakupu.

Bywa, że takie działanie uzupełnione jest prośbą o zaliczkę, dzięki której auto „będzie przytrzymane” tylko dla nas. Dziwne, że wtedy do sprzedającego właśnie „dzwoni” telefon od innego zainteresowanego, który wyłącznie na podstawie zdjęć, chce wziąć samochód od zaraz. Wpłata zaliczki skraca drogę do zakupu. Jeśli się rozmyślimy, tracimy pieniądze, a przecież nikt nie lubi „łatwo” odpuszczać. Dlatego często mimo wątpliwości decydujemy się sfinalizować transakcję dzień później.

„Jeśli pan chce bez rdzy, niech sobie pan nowy sobie kupi”

Ciekawe jest to, że doświadczeni sprzedawcy mają natychmiastową odpowiedź na każdą wątpliwość kupującego. Przykład – wykrycie ogniska rdzy na nadkolu może skutkować pouczeniem w stylu „jeśli pan chce bez rdzy niech sobie pan nowy kupi” lub czasem bardziej na ostro - „no czego się pan spodziewa, za pieniądze jakie ma pan do dyspozycji nówki się nie dostanie” itp. itd. To częste zagrywki psychologiczne, które zawsze stawiają kupującego w przeświadczeniu „a może rzeczywiście za bardzo się czepiam”. Pamiętajmy w takiej sytuacji, że nikt nie może kazać nam kupić konkretnie tego samochodu, a sprzedawca będzie robił wszystko, byśmy rezygnując z zakupu odeszli z wątpliwościami, czy rzeczywiście nie jesteśmy zbyt wymagającymi klientami. Prawda jest jednak taka, że to są nasze pieniądze i mamy prawo wydać je na to co chcemy, choćby poszukiwania auta miały trwać dłużej.

Sprawdź także:

Sąsiad parkuje na twoim miejscu. Oto, co możesz zrobić

Ratownik czy rodzice? Kto odpowiada za bezpieczeństwo dzieci nad wodą?

Jak sprzedawcy odmładzają samochody?

Ale czy nie cofany? Takie pytanie może często pojawić się w głowie kupującego samochód używany, patrząc na niski przebieg w ogłoszeniu. Fakt, cofanie liczników jest już nielegalne, ale może się przecież zdarzyć, że kupujemy auto od kogoś, kto z prawem jest na bakier lub kto kupił kilka lat temu auto z już „przekręconym” przebiegiem.

Jest wiele tricków pozwalających na „odmłodzenie” samochodu lub zbudowanie wrażenia, że jest mniej wyeksploatowany niż w rzeczywistości. Przykład – wymieniona kierownica – niekoniecznie na nową, ale mniej zużytą (np. po aucie powypadkowym) może spowodować, że wrażenie niższego przebiegu będzie podbudowane „faktami”. Jeśli dojdzie do tego czysty silnik – nabrać można się równie łatwo.

Tymczasem wyczyszczony do granic pedantyzmu silnik może być sygnałem, że z autem działo się coś niedobrego. Łatwo w ten sposób usunąć ślady wyciekającego oleju. Uzasadnienie sprzedającego – że auto jeździło po Danii, a tam są czyste drogi więc silnik się nie brudzi – jest zabawne. Ciekawe tylko, dlaczego wiele osób w takie zapewnienia wierzy.

Jeszcze innym patentem są nowiutkie dywaniki, które zastąpiły poprzednie, zabrudzone lub przetarte. Znany jest przypadek, w którym wszystkie importowane samochody na komisowym placu miały takie same dywaniki – identyczne, jakie tydzień wcześniej w promocji sprzedawał popularny dyskont w Polsce.

Sprawdź także:

Za co możesz dostać mandat?

Twoje prawa w restauracji

Pozostawione okulary

Innym trikiem spotykanym czasem w komisach są np. pozostawione okulary (lub inne rzeczy osobiste) poprzedniego właściciela. – No sam pan widzi, że tu nic robione w środku nie było, nawet okulary po poprzedniej właścicielce zostały, tak nam się miło rozmawiało, że zapomniała ich zabrać – słyszymy. Co zabawne, często są to okulary do czytania, jakie można kupić w markecie za kilkanaście złotych.

Zdarzyło się raz, że uczciwy kupujący już po nabyciu auta znalazł na Facebooku pierwszą właścicielkę samochodu (dane wziął z dokumentów auta) i łamanym niemieckim przekonywał, że on odeśle te okulary – jakież było jego zdziwienie, gdy rozmówczyni wyjaśniła, że ona żadnych okularów nigdy nie nosiła, a co do samochodu, to rzeczywiście sprzedała, bo jego wnętrze było zalane przez otwarty szyberdach podczas gwałtownego oberwania chmury.

Intensywny zapach z odświeżacza

Lampkę ostrzegawczą powinien zapalić u kupującego intensywny zapach z odświeżacza. Często jest on stosowany w przypadku, gdy poprzedni właściciel był osobą palącą papierosy podczas podróży lub co gorsze, auto jest popowodziowe i trzeba było w jakiś sposób zniwelować zapach stęchlizny. Z reguły po kilku tygodniach przykra dla zmysłu powonienia prawda wychodzi na jaw. Często, wtedy jest już zbyt późno, by złożyć skuteczną reklamację.

Nowe, stalowe (!) felgi

To jeden z najbardziej bezczelnych trików. Na dobrą sprawę trudno zrozumieć, dlaczego niektóre samochody ze świetnym wyposażeniem stoją na nowych, stalowych (!) felgach z paskudnymi, zazwyczaj nieoryginalnymi kołpakami. Jedyna odpowiedź, jaka przychodzi nam do głowy to dodatkowy zysk importera samochodu, który postanowił zarobić sprzedając w internecie komplet aluminiowych felg. W kieszeni zostawała mu różnica między ceną ich sprzedaży a kosztem zakupu nowych, najtańszych „stalówek” i kołpaków w najbardziej podłym wydaniu.

Warto przy okazji sprawdzić datę produkcji opon. Pisaliśmy o tym w artykule: Jak sprawdzić jakość opon?

Cena w umowie lub na fakturze musi się zgadzać

Warto również upierać się przy tym, aby cena na fakturze lub w umowie była faktyczną kwotą, za jaką nabyliśmy samochód. Nie chodzi tu wyłącznie o uczciwość wobec organów podatkowych, ale także o sytuację, w której korzystając z przysługującego nam prawa postanowimy pojazd zwrócić. Trudno będzie nam wówczas udowodnić, że kwota na fakturze jest zaniżona. Jeśli dojdzie do zwrotu pieniędzy, stracimy różnicę w cenie, na którą sami się zgodziliśmy – to kolejny trik, który ma zniechęcić nabywcę do korzystania z drogi reklamacji pojazdu.  

Czy używanie kamery samochodowej jest legalne?Czy używanie kamery samochodowej jest legalne? Dorota Kraskowska

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami konsumenckimi, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!

Czy ten artykuł był przydatny?

REKLAMA / WSPÓŁPRACA

Newsletter dla konsumenta

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślemy Ci powiadomienie o najważniejszych tematach konsumenckich. Dla subskrybentów newslettera przygotowujemy specjalne wydarzenia np. webinaria. Nie pożałujesz!

Komentarze